Wszystkie strony….macierzyństwa

Minęło już trochę czasu od kiedy wróciłyśmy ze szpitala. Powoli pojawiają się przebłyski nadziei na to, że może ogarnę jakoś temat posiadania/dbania/opiekowania się dzieckiem. Bo tak serio – czemu nie dają instrukcji obsługi w szpitalu?! Dla mnie Maluch mówi obcym językiem, nie komunikuję w transparentny sposób i wszystko niestety jest od tegoż Malucha uzależnione…włącznie z chodzeniem do łazienki, jedzeniem itd.

Jest miliardy rysunków czy zdjęć obrazujących macierzyństwo/tacierzyństwo albo jak to woli trudy życia świeżo upieczonych rodziców i do tej pory myślałam, że tylko część tak faktycznie ma. A moje dziecko…nie no skąd… będzie cudowne, ułożone od samego momentu opuszczenia mojego brzucha…I co ….serio te rysunki.memy/zdjęcia to prawda święta prawda, świętszej nie znajdziecie… I tak właśnie zjedzenie śniadania graniczy z cudem, o ile macie zrobione to pół biedy, jak trzeba naszykować – marzenie ściętej głowy. Ogarnięcie własnej osoby jak akurat jesteś sama w domu – Pomarzyć zawsze można. Siku?! Tak jak już zasiądziesz na wiadomym miejscu to właśnie w tym miejscu musi, ale to musi być jakaś czujka, która automatycznie budzi „dziecia”. Spanie?!? Dobry żart – od dnia kiedy wróciła mi pełna świadomość po operacji nie pamiętam przespanych kilku dobrych (mam na myśli więcej niż 2,5h) godzin ciurkiem.

źródło: kwejk.pl

Do tego jeszcze dochodzi wrodzona cecha martwienia się o wszystko – czy dobrze je, czy się najadło, czy jest mu/jej nie za ciepło/zimno/wygodnie/jasno/ciemno czy co tam chcecie. Sprawdzanie 360 razy w ciągu dnia jak nie godziny czy oddycha/dobrze /żle itd. Nie mówiąc już o karmieniu piersią WOW!! Tak wiem zlinczują mnie pewnie wszystkie mamy świata… Ale dla mnie nie dość, że jest to wyzwanie to dodatkowo walka z samą sobą – bo sorry ale nie podoba mnie się to w ogóle!!!

źródło: matkamawychodne.wordpress.com

Dochodzi do tego jeszcze milion rad od wszystkich – bo nagle wszyscy są najlepszymi doradcami świata, znajdują rozwiązania na pstryknięcie palcami, wychowali miliard dzieci i trzeba ich słuchać. A zaczyna się to nie gdzie indziej jak w szpitalu. Większość mam (tak zakładam, z tą myślą mi lepiej) ma to szczęście i jest w szpitalu przy okazji urodzenia dziecka (licząc od momentu przyjęcia) maksymalnie 4 dni. I tak bez względu na to czy był to poród SN czy CC – bo tak Drodzy czytelnicy, wiem to też jest kontrowersyjne, poród przez cesarskie cięcie to też jest kurde PORÓD. Ja spędziłam w szpitalu (jednym z lepszych jeśli chodzi o oddziały dla dzieci i neonatologię) 10 dni, 10 cholernie długich dni. Pomijając moją historie porodową ( IP, nagła sytuacja, nadciśnienie indukowane, CC po kwadransie od diagnozy, zagrożenie życia, panika i histeria w jednym) to byłam tam przez to, że moje dziecko urodziło się wcześniakiem i z jak to się ładnie medycznie nazywa  niską wagą urodzeniową – tu jest sedno sprawy, nie ma problemu jak dziecko ma wagę 2000 gramów, ale moje miało uwaga…..1950 i te 50 gramów zaważyło. Byłyśmy obie zdrowe jak ryby, a ta waga się ciągnęła w nieskończoność. I tak wiem, że problem żaden, bo tak rodzą się dzieciaki w strasznym stanie zdrowotnym, z wagą poniżej 1 kg. I wtedy siedzi się w szpitalu miesiąc czy dwa. A co ja tam wiem byłam tylko 10 dni….

źródło: bramptonist.com

I tak zgadzam się, ale w tamtej chwili gdzie leżysz w sali szpitalnej, chcesz do domu, jest Ci tak źle, że wierzcie mi żadne słowa nie pomagają. Do tego dochodzi burza hormonów. Płacze się na zawołanie, modląc o wyjście. I powiem Wam, że najbardziej w tej sytuacji było wkurzające jak się słyszało – dasz radę, myśl o dziecku bla bla bla. A już nie mówiąc, że ktoś się na Tobie zawiódł bo myślał, że jesteś „jakaś tam”. Do tego jak się zostaje mamą tak PIERWSZY raz w życiu to ma się miliard pytań, wszystko, ale to wszystko jest taką nowością, że fajnie by było cokolwiek wiedzieć. Ma się takie ambitne wyobrażenie, że na oddziale ginekologiczno -położniczym personel udzieli Ci rad/wskazówek medycznych. Wszystkiego, co dla takiego freak’a organizacyjnego, który lubi wiedzieć jasno i klarownie wszystko, co jest niezbędne, żeby było ok. A tu zadajesz pytanie i zakładając wersję najbardziej optymistyczną dostajesz odpowiedź w wersjach kilku, bo to zależy ile osób zapytasz. A w wersji tej gorszej, nie dostaniesz odpowiedzi w ogóle lub nie zrozumiesz co do Ciebie komunikują. I tak tym sposobem do jednego zapytania masz tyle odpowiedzi co ludzi i stron w internecie. Serio, już pomijając kwestie karmienia, bo to było mega problematyczne w naszym wykonaniu, ale raz, raz jedyny (co mnie głupiej strzeliło do głowy) zapytałam POŁOŻNEJ jak się czyści nos noworodka – i co usłyszałam, ona mi nie powie ani nie pokaże, bo nie mają sprzętu. I tym sposobem musiałam znaleźć rozwiązanie w internecie i testować na żywym dziecku.

źródło: showtime.pl

Karmienie jest najgorsze szczególnie jak walczy się o każdy gram do przodu, żeby wyjść z przeklętego szpitala. Ile dziecko zjadło – jedni mówią to pięknie, drudzy oooo za mało…A Ty Matko wybierz sobie właściwą odpowiedź. Wracając do punktu jakże w dzisiejszych czasach istotnego czyli karm mamo swoje dziecko tylko, ale to tylko piersią. A jak nie chcesz to jesteś okropna, robisz krzywdę itd. Serio, nikt Wam tego nie powie, ale to przeklęte karmienie nie jest fajne. I tak ja wiem, jest milion aspektów zdrowotnych za, ale kurde dzieci są karmione sztucznie i żyją i jakoś nie są gorsze od innych. Za to jeśli matka się do tego nie nadaje/ nie chce / pomijając aspekty, kiedy nie może najzwyczajniej to jest publicznie linczowana. Ja walczę aktualnie. Chyba sama ze sobą, bo Matką Polką nie będę i karmić długo to nie ma mowy, ale już teraz jest to dla mnie przegięcie. Dołączmy do tego dietę matki karmiącej czyli to, że żadnej diety w dzisiejszych czasach nie ma. A jednak tego Ci nie wolno itd. A jak masz wcześniaka to już hard core nie z tej ziemi. I mimo, że medyczne ośrodki już udowodniły, że jeść możesz wszystko zaczynając od małych ilości i obserwując dziecko, to nie – katuj się kobieto, bo przecież karmić TRZEBA, nikt Cię nie pyta czy chcesz. Tak, tak wiem – „hejt” nie z tej ziemi pójdzie aktualnie. Ale to strasznie frustrujące, nie dość, że się nie wysypiasz to jeszcze z tyłu głowy masz: nie jedz bo może być wzdęcie/kolka/wysypka itd.

Powiem Wam jedno, mimo wykształcenia, jakiegoś tam doświadczenia, nie jestem nastolatką, która ma dziecko to i tak mam poczucie, że jestem najmniej kompetentną osobą w tej dziedzinie. Co gorsza z dnia na dzień wcale nie nabieram umiejętności, bo jak już ogarniam jedno to pojawia się kolejna rzecz, przy której stoję, patrzę się i mówię sobie w duchu: i co ja mam teraz….zrobić?!

źródło: bez-cenzury24.pl

Jak macie jakieś recepty jak to przetrwać, możecie telepatycznie przesłać mi hektolitry kawy!!!!!! której nie piję bo przecież się nie powinno, a dziecko może być bardziej aktywne po kofeinie….to będę wdzięczna!!

A teraz…Keep Calm and Carry On:) i trzymajcie kciuki, że przeżyję..Podobno najgorsze są pierwsze trzy lata