Parenting: Moje początki z odpieluchowaniem i odsmoczkowaniem

przez j
0 komentarzy

Jak to w rodzicielstwie bywa, kiedyś przychodzi taki moment, aby podjąć walkę ze złem tego świata. Czyli jakby to DyleMadki powiedziały: takie duże i jeszcze w pieluszce – no wiesz samo musi dojrzeć lub dwa lata i jeszcze smoczek, nabawi się jakiegoś wadliwego zgryzu albo innego autyzmu…. Tak wiem, jedni maja smok i zgryz poprawny, a inni nie mają smoczka, za to żeby jak krzywa wieża w Pizie.

Ale od początku….

Odpieluchowywanie zaczęłyśmy w miarę wcześnie. Jak Julka już siedziała to siadałyśmy na nocniku.  Oczywiście bez wielkiego szału. W międzyczasie dostałyśmy książeczka o misiu i pieluszce. Przeglądałyśmy ją, czytałyśmy. A 1 lipca zaczęłyśmy pożegnanie z pampersem. Pierwsze co mi się nasuwa to to, że kiedyś, kiedy nie było pieluch jednorazowych tylko tetrowe, zdecydowanie łatwiej odpieluchowywało się dzieci. Dziś przy pieluszce jednorazowej dzieci nie odczuwają dyskomfortu związanego z tym, że jest mokro. W związku z tym trudniej jest się pozbyć pieluchy. Wracając do meritum, minęło już 28 dni. Są dni łatwiejsza i trudniejsza, są takie, w których nie nadążam z praniem, wieszanie ubrań i przebieraniem dziecka, nie mówiąc już o tym, że brakuje mi wtedy suchych majtek i spodenek. Ponieważ zaczęłyśmy tą przygodę w największe upały było prościej, sukienka i majtki, a jak się przemoczyły i nie było nowych, suchych to sukienka zasłaniała co trzeba i patataj. Dodatkowo jak jest cieplej to spacery są łatwiejsze, bo bez pieluszki zawsze możemy wziąć dziecko na siku na jakieś obrzeże czy pod krzaczek, ale gdy temperatura jednak nie jest łaskawa, to osobiście nie będę narażać nikogo na zapalenie pęcherza. Co więcej, są też dni takie w których ani razu nie muszę przebierać Julki, przy czym zaznaczymy, że to moja zasługa, bo na tym etapie jeszcze to ja co mniej więcej pół godziny sadzam Julka na nocnik. To nie ona woła, że chce jej się siusiu. Znacznie łatwiej poszło nam z tak zwaną “dwójką”, po półtora tygodnia Julka nie zrobiła już kupki w majtki czy w pampersa. Wręcz doszło do takiego punktu, w którym informuje, że chce i jeśli nie ma toalety albo nocnika to wstrzyma do momentu, kiedy posadzi ją się na toalecie. Nawet w nocy jest w stanie się obudzić i powiedzieć, że natychmiast potrzebuje do łazienki, ale dotyczy to tylko niestety kupki. Walczymy dalej! Zakładam, że kiedyś, w którym dniu po prostu przestanie robić siusiu tam gdzie stoi jak świnka morska i przed zrobieniem poinformuje mnie o tym fakcie, a nie w trakcie lub po. 

Doskonale wiem, że są różne sposoby na odpieluchowywanie: gadżeciarskie nocniki, grające, śpiewające, świecące czy cokolwiek innego, treningowe majtki, miliony książeczek. Kiedyś tego nie było, to prawda dziś mamy ułatwienie. My nie mamy śpiewającego nocnika, mamy jedną książeczkę i zwyczajne bawełniane majtki. Rodzice, którzy się decydują, że to jest ten moment w życiorysie, powinni uzbroić się w mega giga cierpliwość i nie będę was oszukiwać, tak, wielokrotnie ta cierpliwość zanika. Szczególnie, jeśli przez 8 bitych godzin chodzicie i ścierać siuśki, przebieracie dziecko, a pół sekundy później następuje powtórka i tak w kółko. Wybierzcie zatem taką metodę, która Wam pasuje. Dobrze by było też zaobserwować czy dziecko jest gotowe na taki krok, jeśli nie sprawia mu problemu siadanie na nocnik to czemu nie zaryzykować, a “nóż-widelec” się uda. I prawda to, że jednemu dziecku pójdzie znacznie szybciej – 3 dni, a drugiemu dłużej i zajmie to miesiąc albo i więcej. Warto jednak spróbować!

Gorzej nam poszło ze smoczkiem. Stało się to zupełnie przypadkiem. Pewnego dnia po prostu zabrakło smoczka, Julce po wielkiej histerii  został zabrany przez Gucia i Maję. Nasza katorga trwała tydzień. Tydzień bardzo długi, bez ani jednej drzemki, z wielką histerią, marudzeniem, krzykiem, wielkimi łzami, notorycznym powtarzaniem, że nie ma atrybutu bezpieczeństwa. W nocy nie było lepiej, usypianie nie tylko trwało okropnie długo, ale było traumatyczne i efekt był taki, że po tygodniu walki, bezsilności i patrzenia, że dziecko ciągle płacze – poddaliśmy się po wielkiej histerii włącznie z waleniem głową w drzwi.

Po przeczytaniu kilku publikacji specjalistów: logopeda, dentysta, psycholog dziecięcy – doszliśmy do wniosku, że po prostu Julka nie jest gotowa na oddanie smoka. Część ekspertów wypowiada się, że warto poczekać aż to dziecko samo zdecyduje, że nie wolno zabierać, taki bez możliwości podjęcia decyzji przez dziecko. Że takie postępowanie powoduje traumę. Część ekspertów wychodzi z założenia, że jeśli nie da się inaczej to trzeba podjąć takie radykalne kroki, jak zabranie smoczka i podstawą jest konsekwencja – nie oddanie (próbowałam!!!). Dentyści niektórzy wypowiadają się, że smoczek powinien być zabrany dość szybko, ze względu na możliwe wady zgryzu, a niektórzy zaprzeczają jakoby smoczek był jedynym warunkiem wady zgryzu.I tak, nie popieram, żeby trzylatek czy czterolatek chodził ze smoczkiem i wolałabym, żeby pożegnanie tej “makabrycznie ważnej” rzeczy było szybkie i bezbolesne…. Nam się za pierwszym razem nie udało. Okupiłam to większym zmęczeniem i fizycznym, i psychicznym. Jesteśmy teraz w fazie przejściowej czyli czekamy, aż się sytuacja troszeczkę uspokoi. Następnie wojujemy z książeczką, w której Nunuś oddaje samodzielnie smoka. I pewnie przejdziemy do kolejnej alternatywy czyli pomalutku będziemy odcinać silikon, tak aby smoczek po prostu przestał działać, może tym sposobem uda nam się pozbyć smoczka na dobre. Trzymajcie kciuki!

Artykuł właściwie powinien nosić tytuł: 28 dni odpieluchowania i sromotna klęska odsmoczkowania. Tak dobrze czytacie jeszcze się nie udało ani jednego, ani drugiego zakończyc sukcesem.

Może Wy macie jakieś pomysły na odsmoczkowanie lub odpieluchowanie i się z nami podzielicie.  A teraz lecę dziecko uśpić ze smokiem i wstawić 5 pranie pełne spodenek i majtek 😀

A teraz…Keep Calm and Carry On

0 komentarzy
0

You may also like

Napisz komentarz