Filmowo: Bohemian Rhapsody

Premierę miał w październiku 2018 roku, w miarę świeży film, choć krytycy (Ci profesjonalni), media czy też kinomaniacy pełniący funkcję krytyków-amatorów ( czyli Ci z koziej dupy trąbka) rozpisywali się o nim już od dni ogłoszenia, że powstanie. Nic innego jak Bohemian Rhapsody film biograficzny. Na który czekali przede wszystkim fani Queen i Freddiego Mercury.

Żródło: 20th Century Fox Film

Film reżyserowany przez Bryana Singera, w roli głównej Rami Malak (Freddie). W pozostałe role wcielali się: Ben Hardy (Roger Tylor), Gwylym Lee (Brian May), Joseph Mazzello (John Deacon), Lucy Boynton (Mary Austin) i wielu innych.

Film biograficzny opowiada o życiu wokalisty Queen począwszy od czasów przed zespołem aż do koncertu Live Aid 1985 w Manchesterze.

Żródło: 20th Century Fox Film

Moja subiektywna ocena tego filmu kłóciła się z obiektywną. Queen, a w szczególności Freedie to Ci którzy byli “bywalcami” mojego dzieciństwa. To na ich muzyce się wychowałam, historię zespołu i biografię Mercury’ego opowiadać mogłam z zamkniętymi oczami, aktualnie pewne fakty musiałam sobie przypomnieć. Tak czy siak, na samym początku uderzył mnie wygląd głównego aktora. Tak strasznie mi nie pasował, że źle mi się patrzyło. Po kilkudziesięciu minutach przyzwyczaiłam się. Ale ten problem mi z tym aktorem został. Dodatkowo, nie zgadzały mi się fakty m.in. czas poszczególnych wydarzeń, ukazanie w filmie samotnego człowieka, który bez innej żywej duszy zamieszkuje rezydencję, przekazanie informacji o chorobie zespołowi jakoby byli pierwsi, którzy się dowiedzieli… Kogo bardziej interesuje historia Legendy niech sam przekopie źródła.

Żródło: 20th Century Fox Film

Obiektywna “ja” może powiedzieć jedno: Malak odwalił kawał dobrej pracy aktorskiej, odwzorowanie gestów, ruchów scenicznych – oddał całego Freddiego. Muzyka no co by tu ciekawego…. no pewnie, że była nadzwyczajna, w końcu to Queen…

Brakło mi dalszych losów. Tak jak już napisałam, pełnej zgodności, wiem, że wymagam za dużo, bo to przecież film, a jakby tak musieli być bardzo dokładni to film zamienił by się na jakiś tasiemiec pokroju Mody na Sukces.  Tak więc nie czepiam się za nadto. Mimo mojej wojny w głowie między pierwszymi odczuciami i przemyśleniami, polecam obejrzeć!

A teraz…Keep Calm  and Carry On:)