SeeBloggers i co dalej

przez j
0 komentarzy

Zaczynając od samego początku, od powstania pierwszej edycji SeeBloggers chciałam tam być. Wysyłałam zgłoszenia z marnym skutkiem, ostatnie dwa lata nie próbowałam nawet. Teraz mówię, a nóż się uda. I serio nie mam bladego pojęcia co ja napisałam lub co takiego zaważyło, że dostałam ten jeden bilet w stronę blogerskiego event’u. W dniu kiedy otrzymałam informację, że tak będę na 7 edycji to latałam pod sufitem.

I powiem zanim opiszę wszystko, że to było świetne doświadczenie, latać mogę dalej.

Na samym wydarzeniu było 2500 twórców internetowych czyli blogerów, youtuberów, instagramerów jakkolwiek chcecie to nazwijcie. 2500 ludzi z jeszcze większej ilości zgłoszeń. Wszystko miało miejsce w Łodzi, mieście wielu kultur. W mieście, które w piątek 7.06 odsłoniło rzeźbę jednorożca i tym samym zyskało nowy przydomek: miasto jednorożców. Co więcej, wszystko miało miejsce w EC1 czyli technologia, muzeum, nauka?

Organizacją zajmuje się sztab ludzi na czele z Anią i Kubą z fashionable.com.pl, to oni stoją za wszystkimi kontaktami z prelegentami, wystawcami, sponsorami czy patronami medialnymi.

SeeBloggers składało się z trzech dni, aczkolwiek intensywnie z soboty i niedzieli. Kiedy to było multum wykładów. Wiadomo, że są plusy i minusy takich przedsięwzięć. Od godziny 10 sobotniego poranka do 16 w niedziele odbyło się wykładów, warsztatów około 100. Ok. 80 prelegentów, ok. 30 warsztatów dla małych grup. Niestety, aby wziąć udział w poszczególnych prelekcjach czy warsztatach należało w podanym terminie, o konkretnej godzinie się na nie zapisać. I zaznaczmy, że pierwsze problemy miałam z wyborem na co chce iść gdyż godziny się pokrywały. Drugi problem to zalogowanie się do platformy w tym samym momencie co 2500 uczestników. O godz. 20 ruszyły zapisy, ja zalogowałam się o 20:03 tzn tak udało się wejść na serwer, a po warsztatach ze sceny Instagramowej można było już zapomnieć. Powiem Wam wyścig z czasem. Do tego z limitami dziennymi- nie więcej niż trzy prelekcje/warsztaty, oczywiście w tym samym czasie działała scena główna na którą wstęp mieli wszyscy i nie trzeba było się na nią zapisywać. Nie mniej jednak wyścig „szczurów” internetu na poziomie zaawansowanym.

Z tych wszystkich prelekcji nie udało mi się zapisać na Asię Banaszewską, guru Instagrama, wiedząca wszystko o statystykach, innych zakątkach IG. Niestety Tu pojawia się drugi minus – OMG!!! Drodzy Organizatorzy  ja chcę maszynkę do klonowania, bo nijak w tym roku nie udało mi się być w tylu miejscach na raz. Serio wybór był zbyt ciężki.

Za to udało mi się być na prelekcji Doktorek Radzi, Łukasz miło było Cię posłuchać na żywo. Mity o zdrowiu w internecie to odwieczny problem. Dzięki temu panelowi dowiedziałam się o absurdach, które dotyczą rozgłaszanych historii antyszczepionkowców, czyli glin w szczepionce, a w czekoladzie? rtęć i co to ma do rzeczy:) A dodatkowo gruszka i związki chemiczne ze szczepionkom. Serio, zawsze byłam za szczepionkami, a teraz to już w ogóle. Dodatkowo był to panel przejrzysty, na temat. Nic doda, nic ująć.

Udało mnie się być również na prelekcji dotyczącej Rozwoju sensorycznego i ruchowego niemowląt i małych dzieci. Co prawda prowadząca skupiła się w dużej mierze na niemowlakach, co jest właściwie oczywiste, bo jednak rozwój psycho-ruchowy w tych pierwszych 12 miesiącach życia następuje tak szybko, że rodzic, w szczególności świeżo upieczony, może coś przeoczyć. Za to wyciągnęłam z tej prelekcji jedną ważną rzecz: Julka rozwija się dobrze, fizjoterapeuta wkroczył w dobrym momencie, nic nie zaniedbaliśmy. A to już duża nauka, bo można powiedzieć, że zrobiłam się dumna z siebie. Oczywiście, że tylko na chwile, ale nie popadajmy w samozachwyt. Wiele z informacji jakie tam padły w bliższy lub dalszy sposób były mi wiadome. Ale zostały usystematyzowane. Dodatkowo dowiedziałam się pewnej fajnej wydaje mnie się rzeczy. My rodzice, mamy tendencje do miziania dzieci, a to po plecach, a to po nóżkach, czynimy to w dość delikatny sposób z obawy na odczucia bólowe. A tu taka niespodziewajka, mianowicie są prereceptory w skórze głębokiej, które powinny zostać pobudzane, ale masażem dość silnym. I tu z pomocą może przyjść masażer antycellulitowy, na ubranko i masujemy. Takie mocniejsze mizianie może pobudzić połączenia nerwowe w mózgu, które odpowiadają za myślenie abstrakcyjne i matematyczne zdolności. Tajemnica moich deficytów matematycznych została odkryta!!!! Mamo!!!! Do tego z punktu widzenia rodzica, ale również nauczyciela dowiedziałam się, ze wg najnowszych badań duża grupa dzieci nie raczkujących jest narażona na dysleksje. Oczywiście pomijając genetykę. Organizatorem tego przedsięwzięcia była firma Pampers, która stanęła na wysokości zadania i nie dość, że załatwiła świetnych prelegentów, zaopatrzyła strefę dla rodzica i malucha, to jeszcze rozdała upominki w postaci pieluch (dopasowanych rozmiarem, my mamy pantsy) z nowej linii Premium Care, cudownego Szumisia, z którym od soboty SeeBloggers Julka śpi, to jeszcze dostałyśmy (mama i córka) tshirty i możemy wyglądać tak samo:D Na stoisku za to mieli gigantycznego misia, z którym można było się sfotografować:D

W sobotę dodatkowo na scenie głównej miałam przyjemność uczestniczyć w wywiadzie z Filipem Chajzerem, przeprowadzanym przez Justynę z 10 minut spokoju. Uwielbiam gośćia, jego charyzmę, głos i to co mówi. A mówił o tym jak angażować swoją społeczność w internecie, jak ich zmotywować do działania. Wychodzi na to, że trzeba mieć to “coś” co ma Filip. Dowcipny i zarazem elokwentny z bardzo dużą dawką wiedzy.

Na koniec sobotniego dnia pojawiła się na scenie kobieta rakieta, dowcip i inteligencję ma wpisane w nazwisko. Sama Dorota Wellman, co prawda Dorotę łączymy automatycznie z Marcinem Prokopem, a wspomnianego Pana nie było na scenie, a to Dorota wymiotła. Być kobietą on tour to projekt godny zainteresowania. Do tego wiele anegdot z życia. Cała sala strzelała salwami śmiechu. To musiało być i było świetne zakończenie soboty.

Niedziela zaowocowała na początek prelekcją Oli Budzyńskiej czyli Pani Swojego Czasu. A mówiła ona o autentyczności w tworzeniu swojej marki. Znów szereg wskazówek, sprawdzonych na żywym organizmie czyli na firmie Oli. Wielokrotnie już uczestniczyłam w webinarach Oli, ale atmosfera na żywo była świetna. Szkoda jednak, ze nie tańczyła i nie było jingla czy jak kto woli dżingla. Mimo choroby Ola dałaś radę, było mi niezmiernie miło, że mogę Cię posłuchać na żywo.

W tak zwanym między czasie na scenie głównej mogliśmy skupić się na hejcie wszechobecnym i jak jest postrzegany przez osoby w internecie, przez twórców, którzy z tym hejtem się spotykają i co z nim robią. Czyli Hanna Lis, Marcin Cejrowski, Omenaa Mensah, Podziarany Tata i Radek Pestka.

Następnie można było posłuchać o sile kobiet w internecie, o przyjaźni, o realizacji projektów. A to wszystko opowiadały Barbara Pasek, Paulina Sykut-Jeżyna, Pati Sołtysik, Sabina Jeszka i What Anna Wears.

Na deserek została jeszcze Doktor Ania, nieprzebierająca w słowach, nader inteligentna. Mowa była tym razem nie o produktach spożywczych, a o błędach które my, twórcy popełniamy. Tematy, które poruszamy, statystyka czy też brak kontroli i strategii w tworzeniu i zarządzaniu, nawet jeśli mamy na myśli odbiorców.

W SeeBloggers oczywiście ważne są również kontakty, wiecie ja do strasznie śmiałych nie należę, ale udało mi się z kilkoma osobami porozmawiać w czasie prelekcji.

Do tego można było się zapoznać się z różnymi firmami i ich produktami. Z chęcią zapoznałam się z pastami do zębów Natura Siberica, ekologicznymi radlerami, kapsułkami Vizir, a byłam oporna jeśli chodzi o kapsułki. Do tego kosmetyki Apis skradły moją węchową stronę duszy, a ich kremy do rąk pokochałam, balsam iskrżący się powala zapachem i wyglądem, a mgiełka do twarzy oliwkowa jak znalazł na upalne dni, dla ochłody i urody.

Odkryciem jest ekologiczna firma Dla Kosmetyki, produkty ziołowe, wykorzystujące dobrodziejstwo natury. Piękne napary, ciekawe produkty.

PSOR to kolejny wystawca, zachwycił mnie ilością warzyw, owoców, ziół. A przede wszystkim kampanią ratującą pszczoły, a jak wiemy, pszczoły są bardzo ważne dla ekosystemu. Dodatkiem były świeże smoothies czy też warzywka z humusem, a dopełnieniem nasionka roślin miododajnych, moje czekają na zasadzenie:)

Można było posmakować produktów Mamuta, sucharki, grzanki czy inne słomki. Można było zapoznać się z systemem Grohe, czyli picie wode z kranu, a nie z plastiku. Tam mogliśmy zaprojektować swoje kuchenne fartuszki i uszczęśliwić się sadzonką aloesa.

Dzięki Caseroom mam cały ekran w telefonie, a i telefon otrzyma nowe ubranko, spersonalizowane specjalnie dla mnie przeze mnie.

Co ciekawe, było to miejsce rewii mody (nie to, że zawsze odpowiadające mojemu gustowi), zbiór różności i indywidualizmu. Zbiór wszelkich pomysłów i kreatywności,  a co ważniejsze, wszyscy tam byliśmy równi- w końcu każdy z nas jest twórcą treści w internecie.

Tak chwilami czułam się jeszcze mocno nieopierzona, szczególnie, kiedy ktoś pytał o set tysięcy obserwatorów, mówił o zarabianiu kasy, założonej firmie. Przede mną jeszcze długa droga.

Podsumowując, byłam i jestem hiper szczęśliwa, że mogłam uczestniczyć w tak wielkim przedsięwzięciu, że mogłam doświadczyć tego szału twórczego, że mogłam wynieść motywację do działania, że wiem na co zwrócić uwagę i starać się wdrażać zmiany, tak jak na przykład instastories, które podobno mają wielką przyszłość przed sobą i wielką siłę w sobie. Że mogłam zobaczyć tak wielu twórców, którzy byli poza moim zasięgiem, których znam z internetu, a w których anonimowo uczestniczę w ich życiu za pomocą social mediów. Uważam się za mały i przeciętny blog, ale dzięki takim prelekcjom wiem, że i tacy jak ja mają możliwość działania, a z czasem mogą doświadczyć tego co było dla nich nieosiągalne. Uwierzcie w siebie i mam nadzieję do następnego roku:D

A teraz…Keep Calm and Carry On:)

PS Jeśli interesuje Was pełna lista prelegentów, sponsorów, patronów, jak również inne aspekty SeeBloggers odwiedźcie ich stronę internetową😀

0 komentarzy
0

You may also like

Napisz komentarz