Ludzie schodzą na psy…

Tak mnie naszło koszmarnie, że właściwie coraz gorzej się dzieje w “państwie duńskim”.  Coraz więcej ludzi patrzy przez pryzmat roszczenia. Coraz więcej ludzi choruje, coraz więcej nie radzi sobie z sytuacją otaczającą. Są słabi. Załamania, nerwice, nie mówiąc już o wszelkich dysfunkcjach, które utrudniają życie. Co gorsza nie tym z dysfunkcjami, ale tym z ich otoczenia. I tak oto jesteśmy w mojej pracy…. Dzieci przyswajają cechy rodziców, zaczynają postrzegać świat takim jakim widzą go rodzice. Co więcej, często pewnego rodzaju uszczerbki na ich zdrowiu (czytaj dysfunkcje) powodują, że dzieciom jak i rodzicom wydaje się, że wszystko muszą dostać na tacy. Ja się pytam: co będzie jak te dzieci trafią do normalnego świata, skończą szkołę, wyjdą z domu…?! Zderzenie z rzeczywistością będzie bardzo bolesne. Nikogo tam nie będzie interesować dysleksja, problemy emocjonalne, nie radzenie sobie ze stresem. Pójdą do pracy i tam szefowi nie powiedzą: Pan mi da mniej danych do tego raportu…Nikogo to nie będzie interesowało.

Ciekawym punktem w tym wszystkim jest to, że bardziej problematyczni są Ci, którzy nie mają aż takich problemów. A te osobniki, które faktycznie mają prawo oczekiwać od reszty pomocy, to zdecydowanie jej nie chcą. I tak właśnie ja, szary nauczyciel, mam wielkie poczucie niesprawiedliwości.

Kolejnym z wielu powalających aspektów ludzkości to brak pomyślunku. Brak jakiegokolwiek można powiedzieć pomyślunku. A to staną na środku drogi, zastawią koszykiem alejkę w sklepie, bo przecież są sami. Nie mówiąc już o wiecznych problemach w transporcie miejskim czy też drogowym (czytaj: samochody i kierowcy). Od czasu do czasu mam możliwość obserwowania kierowców, różnych całkowicie, a jednak schematy się powtarzają.Nie dalej niż w piątek byłam świadkiem jadąc autobusem do pracy, jak na jednej z dość ruchliwych ulic w Łodzi, zaznaczmy czteropasmówce, jadąca karetka nie miała możliwości przejechać i nie dlatego, że korek, że samochody stały, tylko wszyscy jechali dalej jakby nigdy nic, nie zjeżdżając na pobocze. Jechali do przodu, bo chyba myśleli, że jak pojadą to karetka też będzie jechać i właściwie w czym problem?! Rany motyla!!! A korytarz życia?! Coś to komuś mówi? A jakby to do Waszej mamy/babci, Waszego męża/chłopka czy innego wypadku, chcąc ratować czyjeś życie jechała ta karetka, a nie mogła, bo przecież wszystkie VW, BMW czy inne Mercedesy musiały jechać…. Absurd pogania absurd! Myślcie ludzie, to nie boli!!

Pytanie mnie nachodzi, jakim cudem te niemyślące, roszczeniowe osoby, które oczekują naginania wymagań/zasad mają pracować na moją emeryturę. Przecież w zaistniałej sytuacji, żaden szef czy inny prezes nie będzie trzymał takich pracowników. Może to tylko ja myślę, że to wady, a tak naprawdę takim osobom żyje się lepiej. Bo kombinują, bo wymuszają i działa…I żyje im się lepiej?! Nie wiem, dla mnie jakiś światopogląd czy jakaś wiedza o świecie to podstawa. Roszczenie mogą być, ale jeśli mamy jakąś podstawę. Bezpodstawne oczekiwanie otrzymania wszystkiego na tacy jest dla mnie tak okropne, że mówię tu stanowczo nie.

I albo mnie się punkt siedzenia lub myślenia zmienił, ale wydaje mnie się, że takich ludzi jest coraz więcej, a to nie wróży dobrze, nie wróży pozytywnej przyszłości…

Mam tylko nadzieję, że mam taki obraz ludzi tylko ze względu na miejsca w których się obracam, że w tych konkretnych miejscach jest to spotęgowane i mam pecha. Bo jeśli jednak tak jest, że skala jest przeogromna to ja się “wypisuję”!!

A teraz…Keep Calm and Carry On:)