Gościnnie: Bo jak nic nie zmienisz to się nic nie zmieni

Dzisiaj kolejny gościnny post, serdecznie Was zapraszam!

Miało być tak pięknie. Przeprowadziła się. Teraz wszystko miało ruszyć z kopyta. Zmiana mieszkania, pracy… może w końcu by się zakochała… a tu DUPA… ze zmian to tylko to mieszkanie jej się udało. Na to nie mogła narzekać. Fakt – kosztowało ją to mnóstwo kasy i stresu, ale nie żałowała. Cieszyła się niezmiernie, że wyrwała się z klitki, że w końcu miała więcej przestrzeni… że w końcu jej książki miały miejsce dla siebie. Ba! Zostało jeszcze miejsce na kolejne 🙂

Postanowiła, że skoro akcja przeprowadzka została zakończona, to nadszedł czas na zmianę pracy. Rozsyłała CV na potęgę, w desperacji nawet do naszej zacnej stolicy (której tak bardzo nie lubiła, ze względu na hałas, tłok i ogrom). I nic… cisza… przygnębienie. Tym większe, że w obecnej pracy robiło się coraz gorzej.

 

Pomijając fakt vendetty, za zeszłoroczną decyzję o rezygnacji z jakże szacownego stanowiska wicedyrektora, bo do tego już się przyzwyczaiła. Teraz dopadło ją totalne wypalenie. Nie miała najmniejszej ochoty jeździć do szkoły, prowadzić zajęć, przebywać z uczniami, a najbardziej nie chciała choć przez przypadek natknąć się na „szefa”. Nie mogła znieść jego widoku. Miała też dość tego, że zarabiała tak nędzne pieniądze. To była gra niewarta świeczki. Ale co miała zrobić? Żadnej alternatywy nie było. Albo będzie tkwiła w tym bagnie, albo pójdzie na bezrobocie. A że miała kredyt na głowie to odpowiedź była oczywista.

Pewnego dnia, okazało się, że większość nauczycieli w Polsce miała DOŚĆ. Rozpoczął się strajk. To były trzy najbardziej wyczerpujące tygodnie w jej karierze zawodowej. Kto by pomyślał, że siedzenie w szkole i robienie zasadniczo NIC może tak potwornie męczyć. Już nawet współpracownicy zaczęli działać jej na nerwy. A nie było się gdzie schować, żeby się odciąć, poczytać książkę. Szukała zajęć. Jednego dnia kilka godzin spędziła na Sali gimnastycznej – może jak się zmęczy fizycznie to będzie jej lepiej? Oj było. Zdecydowanie. Ale tak sobie załatwiła ręce grą w siatkówkę, że przez kolejne dwa tygodnie chodziła po świecie jak ofiara przemocy domowej – siniaki na całych przedramionach, spuchnięte nadgarstki… żyć nie umierać. Oczywiste stało się, że już sobie nie pogra, a badminton nie wydawał się zbyt atrakcyjny.

Potem nastała epoka puzzli. Najpierw Mona Lisa, potem Londyn… po 1000 elementów każde. Ale jak długo można siedzieć nad puzzlami? W pewnym momencie dostaje się oczopląsu, coraz trudniej odróżnić czarny od bardziej czarnego czy od czarno-zielonkawego…

Strajk zakończył się bardzo niespodziewanie. To było totalne zaskoczenie. Wkurzyła się niemiłosiernie. Jak tak można?! Nikt jej o zdanie nie pytał! Nie po to trwała tyle czasu strajkując, pomimo tego, że z każdym dniem traciła ogrom pieniędzy (ogrom, w kontekście swojej wypłaty oczywiście). Była twarda. Nie poszła na żadną radę. Tak, miała świadomość, że to utrudnia życie jej maturzystom. Ale nie mogła się złamać. To by nie miało sensu. Jakby się złamała to cały ten strajk okazałby się bez sensu. Trwała. A tu takie BUM! Strajk zawieszony. Myślała, że wybuchnie z wściekłości. To nie tak miało być. Nic nie zostało ugrane i co? Koniec? I jak ma teraz wrócić do pracy, stanąć przed uczniami i pracować? Niewykonalne. Postanowiła do niezbędnego minimum ograniczyć swoją aktywność. Wszak trzeba sprostać oczekiwaniom społeczeństwa. Skoro nauczyciele nieroby i lenie pracują tylko 18 godzin w tygodniu (a maja czelność domagać się podwyżki) to będzie pracować 18 godzin w tygodniu. Nie będzie prowadzić zajęć dodatkowych, nie będzie robić testów, kartkówek (przecież kiedyś trzeba to sprawdzić, a w domu robić tego nie będzie). KONIEC!

No i nadal szukała pracy, z marnym skutkiem. Aż podczas rozmowy z innymi nieszczęśnicami padł pomysł, że może warto by było zrobić jakiś kurs kwalifikacyjny, coś co nieco wzbogaciło by CV? No bo jak zmieniać robotę to na pełnym rozpędzie. Znalazły kurs. Już się zapisała. I pomimo tego, że miała świadomość, że za ciekawe to to nie będzie, nie mogła doczekać się początku…

I co ma rację? Trzeba szukać, prawda?! A teraz…Keep Calm and Carry On:) i szukamy dalej jakiegoś nowego początku!!