Odbarwiacz – czy jest mi to potrzebne?

Jak na „panią domu” przystało mój perfekcjonizm kończy się jak się budzę😂 I wiem doskonale, że cywilizacja to cudowna rzecz bi rozwija się w tempie błyskawicznym i tym sposobem pranie pierze się samo, odkurza się dom sam, co poniektórzy mają jeszcze to szczęście, że naczynia zmywają się same, a wyprane pranie suszy się samo🙂 Ale ale…. pranie ktoś musi wrzucić do tego cudu techniki czyli pralki🙂 I tu pojawia się problem‼️ Czemu znowu trzeba dzielić na jasne i ciemne. Jak już pisałam kilka postów temu (tutaj) nie trzeba bo mamy chusteczki wyłapujące kolor i zabrudzenia. Niestety jak na tą „perfekcyjną panią domu” przystało czasami bywa tak, że albo chusteczki się kończą albo ubranie jakieś nowe ma taką kolorystyczną siłę przebicia, że niestety nic się ie da zrobić. I w ten magiczny sposób mamy kiedyś białą bluzkę aktualnie szarą. I tu nadchodzi kolejny cud chemii użytkowej czyli odbarwiacz.

Ja akurat przetestowałam sobie Dr.Beckmanna i powiem Wam, że skubany daje radę.

Oczywiście wiem, nie musicie mówić, że to chemia w czystej i diabelskiej postaci. Cóż muszę z tym żyć😂 ale wolę użyć tego diabelskiego proszku niż pożegnać się z białą wersją mojej bluzki.

Możecie skorzystać z odbarwiacza w dwojaki sposób 1. w misce 2. w pralce. Aczkolwiek wolę miskę, bo się ufarbowane wymoczy, a potem huc do pralki co by zbyt dużo chemii nie było wyprane i wypłukane, i normalnie jak nowe‼️

Niech Was nie zestresuje zmiana koloru wody w trakcie odmaczania. Trzeba też uważać z nadrukami, jako, że to chemiczne paskudztwo to wiecie, był kotek i ni ma kotka (oczywiście na bluzce;)).

Teraz skład i cena.. Zawiera: związki wybielające na bazie tlenu (15-30%), rozjaśniacze optyczne, kompozycje zapachowe (Linalool, Limonene)

Opakowanie to 75g produktu, do jednorazowego zużycia i koszt waha się pomiędzy 7-10zł. Dostępny w marketach czy np. w Rossmannie.

Wszystkim wkurzonym przefarbowanymi ubrankami serdecznie polecam.

A teraz… Keep Calm and Carry On