Szczepienia dzieci – moje przemyślenia

Nie wiem czemu ostatnio jakoś „zdrowotnie” / „medycznie” się tu zrobiła, bo to aż drugi post pod rząd z tej bajki. Ale jednak…Ostatnio dość często szczepienia wywoływane są do „tablicy”. Nie oszukujmy się, jest dużo propagatorów szczepień jak i tych co w nie nie wierzą lub przypisują im działania negatywne.

Źródło: http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,19703679,pytanie-do-prawnika-czy-lekarz-moze-odmowic-szczepienia.html?disableRedirects=true

Nie nazwałabym się propagatorem, ale jestem całą sobą ZA szczepieniami. I tu powinna się pojawić lawina „hejtu”…. Ale cóż. Taka prawda. Szczepiona byłam sama, szczepić będę swoje dziecko.

Ruch antyszczepionkowców przypisuje tym medykamentom jakże rozmaite rzeczy: autyzm, asperger, niepełnosprawności, zachorowania na przeróżne inne dolegliwości….Well, może i lekarzem nie jestem, co więcej nie postrzegam się jako specjalista, ale akurat o autyźmie czy aspergerze „co nie co” wiem…Ba, nawet skończyłam studia podyplomowe (nie sama, nie, Kasia była tego wyczynu nieodzowną częścią;)), a praca końcowa właśnie o aspergerze rozprawiała:) Tak więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że patrząc na przeróżne badania AUTYZM czy ASPERGER nie są od szczepień!!!!

I szczerze powątpiewam w inteligencję osób, które tak twierdzą. A już nie mówiąc o tym kto im takie „dane” sprzedaje… Nie wiem też co skłania rodziców, aby nie szczepili swoich maluchów?! Jak można narażać dzieci na niebezpieczeństwo związane z chorobami, które, o zgrozo!, mogą w najgorszym wypadku zabić?!

Źródło: segregator pediatryczny mamaginekolog.pl

Czy faktycznie ludzie chcą spowodować powrót chorób, o których istnieniu mogliśmy zapomnieć, dzięki medycynie?! Czy na przykład odra musi narażać społeczeństwo na niebezpieczeństwo?

Może i ten dorosły przejdzie ciężko chorobę, ale przeżyje, a takie maluchy, które dopiero budują swoją barierę odpornościową, nie będą miały szans w starciu z taką chorobą…

Ja rozumiem dylematy typu czy wykonać wszystkie szczepienia przewidziane na ten moment w jednym dniu? Czy dziecko jest zdrowe, żeby szczepić? Czy przejdzie bez jakiś reakcji poszczepiennych? Czy trzeba odczekać po chorobie / jak długo, żeby zaszczepić? Ale nie zrozumiem podejścia, nie szczepie bo…Bo nie, bo to boli, bo to szkodzi…

OK, mamy objawy NOP, nie dyskutuje się z elementami oczywistymi, ale każdy człowiek przechodzi inaczej choroby, szczepienia itd. Jeden będzie cierpiał na wymioty, a drugi na gorączkę, ale czy to nie mała cena za to, że w razie co uchroni nas przed ciężką chorobą lub jej ciężkimi skutkami?! Argumenty niektórych rodziców, co gorsza, powtarzane za jakimiś „profesorami”, że szczepienia powodują choroby, które zupełnie nie związane są z nabyciem tylko są WRODZONE, a jak mniemam słowo to oznacza, że się człowiek z nimi rodzi – czy się mylę, a może już płód zostaje szczepiony (nie zauważyłam, ale kto wie, co jeszcze wymyślą)?!?! A potem mamy łańcuszek chorych, którzy zagrażają sobie i innym.

Źródło: http://podrozowisko.pl/poradniki/szczepienia-przed-podroza/

OK, nie musimy pewnych szczepionek wykonywać na-ten-tychmiast, jeśli mamy jakieś obawy albo zwyczajnie chcemy poczekać, żeby dziecko troszeczkę podrosło. Ale czy unikanie całkowite tej formy profilaktyki jest właściwe?! Możemy się zastanawiać, który rodzaj szczepienia będzie najwłaściwszy, najzdrowszy i najmniej ingerujący w organizm nasz czy naszego dziecka..

OK, mamy wolny wybór, ale czy pewne rzeczy szczególnie związane nie tylko ze zdrowiem i życiem jednostki powinno być stawiane ponad dobro ogółu?! W tym wypadku jestem za obowiązkiem szczepień narzuconych odgórnie.

I powiem Wam, że kilkakrotnie mnie zapytano: nie boisz się szczepić? szczepisz? Dla mnie pytania są od czapy…Nie ma na te pytania żadnej odpowiedzi, bo TAK szczepię i nie zastanawiałam się nad tym czy nie szczepić. OK, zastanawiałam się nad szczepieniami nieobowiązkowymi, nadal się zastanawiam, i gdyby cholerstwo nie kosztowało fortuny to bez zastanowienia bym wszystkie wykonała dziecku i sobie.

Trzeba szerzyć wiedzę, ale tą sprawdzą, popartą jakimiś badaniami, ale badaniami rzetelnymi, niejednostronnymi. Nie wprowadzajmy tych wszystkich świeżo upieczonych rodziców w stan, że jak im ktoś nie powie to nie wiedzą co zrobić, to może dla „bezpieczeństwa” nie zaszczepią. Bo stwarzamy sobie problem, im zresztą też. A niektórzy się na pewnych rzeczach nie znają, nie są oczytani albo po prostu nie rozumieją o co chodzi. I oni niestety są narażeni na tych „szalonych” co im wmówią wszystko!

A Ty szczepisz?!

A teraz…Keep Calm and Carry On:)