Recenzja: Soap Deli cz. 3

Soap Deli i nowe odkrycia to dobry początek. Właścicielka firmy, a jednocześnie autorka wszystkich wyrobów to tak kreatywna osoba, że mało kto może się poszczycić taką kreatywnością. Dodatkowo co ważne, stara się brać wszystkie uwagi dla wyprodukowania jak najlepszego produktu. Takiego, który będzie gwarantował łatwość i przyjemność w użyciu, będzie bezpieczny i wydajny. Przynajmniej ja mam takie odczucia.

Dziś o wyjątkowym produkcie, który jest w fazie testowej, nie jest dostępny w sklepie na ten moment, ale czekajcie i może się pojawi. Mowa o maśle do ciała. Mam szczęście, że mogę je przetestować, powiem Wam, że sam zapach uwodzi na kilometr. Nazwa głosi, że masło jest ciasteczkowe. Możliwe, ja nie jestem w stanie przywołać z pamięci ciastka, które tak pachnie, a pachnie to tak, że gdybym mogła to wysłałabym Wam trochę tego zapachu, no można by było jeść łyżką:)

Skład:

Rosa Canina Seed Oil, Carrot Seed Oil, Poppy Seed Oil, Coconut Oil, Cacao Butter, Almond Oil, Hamamelis Virginana Water, Stearic Acid, Centella Asiatica, Olivem 300, Glicerin, Alcohol, Perfum, Citrus Grandis Seed Extract, Linalool, Limonene.

Moje wrażenia:

Konsystencją przypomina bardziej piankę niż masło, ale tłustość produktu mówi sama za siebie. Pianka po otwarciu delikatnie opada, podejrzewam, że to naturalny efekt, gdyż i skład jest dość naturalny. Alkohol czy perfumy są dość daleko w składzie, a czasem muszą być do uzyskania odpowiedniego produktu, ja nie mam z tym problemu. Bardzo szybko masełko się roztapia w dłoniach, szybko się rozsmarowuje, dla mnie jest dość tłuste i mnie pozostawia lekki film, co jak wiecie nie jest moim ulubionym efektem. Ale za zapach mogę i ten film przeżyć. Początkowo brałam więcej, idąc za radą Pani Ewy brałam mikroskopijne ilości produktu i nadal był tłustawy film, ale całkiem szybko wchłaniający się. To produkt dogłębnie natłuszczający, nadaje się do smarowania całego ciała, włącznie z takimi strefami jak szorstkie pięty czy wysuszone łokcie. Skóra jest mocno natłuszczona, przez co oddaje blask, wiecie taki efekt jak po oliwce tylko bez takiej świecącej powłoki. Jedyne czego mi brakuje, ale niestety produkty naturalne się tym odznaczają, zapach jest ulotny, a chciałoby się żeby trwał i trwał 🙂

Ja się tylko pytam – gdzie ja znajdę takie ciasteczka?! Będę pochłaniać garściami:D

Ceny ani pojemności Wam nie mogę podać, jak już wspominałam, produkt jest dopiero w fazie testowej, więc te informacje są jeszcze nieznane.

Za to w sklepie możecie otrzymać masło lawendowe – jak ktoś lubi ten zapach oczywiście- lub makowe. Za ten ciasteczkowy idzie się pokroić;)

A teraz….Idę się smarować dalej….Keep Calm and Carry On:)