Parenting: Sterylność moim okiem

Jak już się możecie domyśleć z tematu posta, dziś „rozpiszę” się o tej jakże wymyślnej strefie macierzyństwa czyli sterylności w otoczeniu małego dziecka. Tylko nie podejrzewajcie mnie, że potępiam wszystkich działających inaczej – wychodzę z założenia, że każdy decyduje sam i robi tak jak uważa za stosowne. W końcu podobno dorośli jesteśmy!

Do pewnego momentu (nie posiadając dziecka) myślałam, że faktycznie to strasznie poważna kwestia, wszystko błyszczy jak wyjęte ze zmywarki po dodaniu nabłyszczacza. Wszystko wygotowane, wyprasowane żelazkiem o najwyższej temperaturze i oczywiście sterylizator jak u dentysty to podstawa. I owszem, jak tylko życie dało mi wcześniaka (nie ukrywając, zwierzaczek wymaga dość określonej opieki, szczególnie na początku) to wszystko najchętniej włącznie ze sobą wyparzyłabym w sterylizatorze, bo kto wie…. O jakie było moje zdziwienie, kiedy doszło do mnie, a co będzie później, jeśli teraz będziemy tworzyć sztuczne otoczenie – bez jakichkolwiek drobnoustrojów, które są i tak nieuniknione. I owszem zgodzę się, że wcześniak szczególnie ważący przysłowiowo jak torebka cukru jest narażony miliard razy bardziej na bakterie czy wirusy, z prostej przyczyny, nie ma jeszcze takiej odporności jak my. I tak też jest w przypadku donoszonych noworodków, co prawda mniejsze jest to zagrożenie, ale jednak, żadne dziecko, które się rodzi nie ma na tyle rozwiniętej odporności, żeby zwalczyć wszystkie znane medycynie drobnoustroje. Już samo przyjście na świat dziecka zderza go z milionem takowych „żyjątek” bo to kurde w końcu szpital, który generalnie ma takich „mieszkańców” więcej niż każdy z nas w przeciętnym domu.

Tak też wracając do tematu….Przez pierwsze tygodnie, zalewałam wrzątkiem, prasowałam wytrwale, sterylizowałam co rusz, smoczki, butelki, grzechotki itd itd itd…… Potem około 4-5 miesiąca życia Julki, przeszłyśmy na sterylizowanie butelek raz dziennie, po miesiącu sterylizator poszedł do komórki, ja się dzielnie przerzuciłam na płyn do mycia butelek dla niemowlaków i spray do sterylizacji zabawek. Mamy teraz 9 miesiąc, nieskończony, od miesiąca myjemy w zwykłym płynie do naczyń, owszem, obficie płucząc. Nie szaleję, że każde zetknięcie się zabawki z podłogą dyskwalifikuje ją z zabawy. Milion razy bardziej niebezpieczne jest nie mycie rąk niż ułamek sekundy zabawki na podłodze umytej w domu. Poza tym tak sobie wydedukowałam – jeśli po tak sterylnym pierwszym roku życia, dziecko, ola-boga-rety, trafia na „bakteriowirusozwierzątka” to co wtedy???? Szpital, bo choroba murowana?!? Antybiotyk?!? Miliony badań?! Nie, stanowczo się nie zgadzam.

Powolutku wprowadzanie normalności nie zaszkodzi, a na bank uodporni. Dziecka przed jakąkolwiek chorobą się nie uchroni. Ale po co skazywać je na takie szalone przeżycia jak katorga, bo nigdy wcześniej nie zderzyło się z jakimś drobnoustrojem?! Przecież dziecko weźmie do buzi „to coś” czy tego chcesz czy nie. Prędzej czy później zje piasek z piaskownicy czy też poliże poręcz w autobusie, o zgrozo!!! Tak ohydne i też mnie się to nie podoba, ale takie jest życie. I tak się stanie w ułamku sekundy, bo to będzie ta sekunda, w której mrugniesz właśnie, a wtedy język malucha przylgnie do tej jakże czystej poręczy, mniaaam.

źródło: https://www.amazon.com/Kindergarten-Nursery-Anti-Germs-Bacteria-Cartoon/dp/B077M5Q8W6

No reasumując, serio, według mojej skromnej osoby, już nie mówiąc, że za autorytet to ja tu w żadnym wypadku nie robię, więc może i moje rozmyślenia są błędne, musicie same zdecydować co uważacie za dobre dla swoich dzieci, tak czy owak, ja zdecydowałam, że izolacja od wszelkich zarazków jest niewskazana, dziecko później może to boleśnie odchorować. Teraz ma czas na stopniową walkę z nimi i uodpornienie. Każdy z nas kiedyś musiał się uodpornić;P Dodatkowo zaznaczmy, że kiedyś nikt nie zwracał uwagi na te zarazki, latało się po dworze, robiło zupę z trawy, na którą zapewne nasiusiał jakiś pies i nikt nie był chory, nie mówiąc już o zdartych kolanach potraktowanych pioktaniną i dawaj do zabawy.  Tak więc czy takie sterylne trzymanie dziecka jest dobre?! Niech każdy sobie sam odpowie.

źródło: demotywatory.pl

A teraz…Lecę podnieść gryzaka z podłogi, oj nie leżał dłużej niż 5 sekund 😉 Keep Calm and Carry On:)