Moja przygoda z karmieniem

W czasie ciąży byłam przekonana, że karmienie piersią to super sprawa przynajmniej przez pierwsze pół roku. I tak sobie założyłam. Media, generalnie cały świat promuje KP (karmienie piersią) jakby inna alternatywa od razu miała zamordować dziecko, a co najmniej skrócić mu życie albo spowodować przeróżne choroby. Co prawda, ja jestem realistką i logiczne myślenie mam we krwi. Rzeczywistość jednak dla mnie nie okazała się taka kolorowa jak w magazynach czy w internecie promującym ten rodzaj karmienia.

Ten wpis jest raczej w kategorii tych bardziej osobistych. Ale stwierdziłam, że chcę o tym napisać, bo serio nikt o tym nie mówi. Owszem znam wyniki badań i różne teorie dotyczące tego jakie to wspaniałe jest karmienie piersią. To że dzieci naprawdę na tym zyskują, tak to oczywiste. Niepodważalne jest to, że otrzymują sporą dawkę przeciwciał, które wpływają na ich rozwój, na system immunologiczny. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale po co, chcecie to poczytacie gdziekolwiek w internecie nie klikniecie. Ja się tylko pytam czemu demonizuje się matki, które nie karmią piersią z różnych przyczyn, nikt ich o to nie pyta czemu tak zdecydowały, a może zdrowie im nie pozwoliło.

Kilka razy w wolnej rozmowie padło z mojej sprawy, że zamierzam skończyć karmić i przejść całkowicie na mleko modyfikowane, zawsze spotykało się z mniejszym lub większym zaskoczeniem, a czasami dezaprobatą. Nie mogę i nawet nie chcę zrozumieć czemu. Każdy wybiera sam, niektóre mamy najzwyczajniej nie mogą karmić, nie chcą lub mają przeciwwskazania. Utarło się, że powinno się trzymać odpowiednią dietę, teraz badania dowodzą, że nie ma czegoś takiego jak dieta mamy karmiącej (#karmiejemwszystko). Bądź mądry pisz wiersze….Robisz jedno, mówią drugie, każdy coś innego. Dziękuję bardzo, żeby musieć wszystkim się tłumaczyć z podjętych decyzji, bo inaczej to wiecznie krytykują. A odmawianie sobie wszystkiego to nie dla mnie. Przez problemy brzuszkowe Małej Istotki musiałam odstawić nawet nabiał. Prawda jest taka, że nawet ulotki, które otrzymałam od Położnej dotyczące karmienia same siebie wykluczały…góra strony unikaj serów, nabiału, na dole zaś podawali dzienne spożycie nabiału?! Really?! To, że jaka wersja jest prawdziwa?!

Mleko matki zawsze będzie najlepsze to oczywiste, ale mleko modyfikowane to produkt witaminizowany, zawierający probiotyki. To coś zupełnie innego niż 30 lat temu. Dziecko nie chodzi głodne czy zaniedbane. Otrzymuje jedzenie pełnowartościowe i tak samo się rozwija. Tak, miałam ambitny plan – karmić do pierwszych ząbków. Ale….Moje dziecko od pierwszych dni było dokarmiane MM (mleko modyfikowane), urodziło się wcześniakiem, musiało jeść, a ja leżałam po operacji, kompletnie nieprzytomna, już nie mówiąc o myśleniu, że mam karmić. Dodatkowo nie mogłam odpowiednio pobudzić laktacji, co nie poprawiało mi samopoczucia. Stres, długie leżenie w szpitalu przyprawiało mnie o mdłości. Wszystko się nałożyło. Istotka ma dyschezję co jest częste u wcześniaków, dwa mleka nie poprawiały sytuacji, moim się nie najadała, modyfikowane zrobiło się za ciężkie. Były różne wersje, więc zdecydowałam, że jeśli leżę z Nią 2 godziny, je cały czas, odstawiam, a po 15 minutach zjada butelkę to nie będziemy się męczyć.  Przeszłyśmy całkowicie na MM, żyjemy, mamy się dobrze, nikt nie jest chory. I szczerze mówiąc, już nie będę się nikomu tłumaczyć czemu.

Drogie Mamusie, przyszłe i obecne, do Was należy decyzja, zauważyłam, że jest tendencja wychwalania macierzyństwa w kosmos, karmienia piersią jako coś niezastąpionego. I nie podważam niczego, ale uważam, że macierzyństwo przynajmniej aktualnie dla mnie czyli na samych początkach jest okropnie ciężkie, wymagające od nas bardzo dużo. Wcale nie jest usłane kwiatami. Ok, patrząc na maleństwo i widząc pozytywne elementy wynagradza, ale co się namęczycie to Wasze. Karmienie piersią? Jeśli Was to boli, czujecie się z tym źle, macie chwilowe „baby blues” przy karmieniu, nie dla Was są wyrzeczenia? To dajcie sobie spokój, będziecie zdrowsze i wierzcie mi Wasze dziecko też. Nie ucierpi na tym zapewniam. Pamiętajcie: SZCZĘŚLIWA MAMA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO:)

A teraz…Keep Calm and Carry On:)

PS. jak macie jakieś przemyślenia, to się nie krępujcie:)