Karmię jem wszystko

Znowu wracam do tematu parentingowego. Mamy mające małe dzieci czy też pamiętające jak to się owe niemowlę karmiło. Czy poszło karmienie piersią, czy może butelka, a może jedno i drugie. I ja tu zupełnie nie będę się rozkliwiać na temat samego karmienia, bo uważam, że każda mama ma prawo wyboru, to jest jej wybór i nie ma co dywagować czy dobry czy nie, bo każdy jest dobry jeśli mama tak uważa, koniec i kropka.

Ja tu chciałam się podzielić swoimi przemyśleniami, albo powinnam powiedzieć „wylać” nerwy… Bo głównie mnie się rozchodzić będzie nie o zjawisko co lepsze KP czy MM, ale o to, że nadal gdzieś tam w bliżej nieokreślonej czasoprzestrzeni / świecie / rzeczywistości żyje błędne myślenie o tym, że matka karmiąca powinna „odżywiać ” się powietrzem, bo wszystko SŁOWNIE WSZYSTKO (!!!) alergizuje jej noworodka/niemowlaka.

Kilka słów z własnego doświadczenie….

Sama ambitnie zaczęłam karmić i o ile byłam w szpitalu to nikt nie zwracał mi uwagi, że jem serek homogenizowany, wcinam banana czy inną sałatę. A wiedzcie, że sałatę dawali w szpitalu na każde śniadanie. Ale potem jak wróciłam do domu zaczęły się schody, Julia jak wiecie miała problemy z brzuszkiem, i choć teraz już wiemy dobrze czemu (?!?) to wtedy trzeba było do tego dojść. No i się zaczęło, nie jedz brokuły (serio? jedną różyczkę?), nie jedz cytrusów, a skończyło się na tym, że LEKARZ (!!!) kazał odstawić mi cały nabiał, owoce tak zwane egzotyczne. Wiecie z czym to się wiąże? Z tym, że nie możecie właściwie nic jeść, bo wszędzie coś jest…Produktów było miliardy, więc przez bite dwa tygodnie jadłam chleb z wędliną, ziemniaki i kurę!!!! Obłęd. I wiecie co jest najlepsze, moje dziecko nadal miało problemy z brzuszkiem. I wtedy zaczęłam czytać…Na bank Was nie zdziwię jak powiem, że oczywiście pochłaniałam wiedzę od MamyGinekolog, ale i od innych lekarzy. Wzorcowo opisuje ten problem, głośno o nim mówi MamaLekarz. I wszystkim serdecznie polecam ją poczytać czy też posłuchać.  A do tego polecam Matkę tego rodzaju blogów czyli nie kto inny jak Hafija. Wiedza w pigułce.

Ważne, żeby każdy jadł rozsądnie, zdrowo czyli dostarczał organizmowi wszystkich niezbędnych wartości odżywczych…

źródło: pixers.pl

Rodzi się w mej głowie jedno pytanie, czy to lekarze się nie dokształcają, czy to kwestia starych przyzwyczajeń, czy inni kłamią. A może po prostu nie wiedzą skąd się bierze mleko?! Bo nawet jak się odstawi serki, mleko, śmietanę czy inne jogurty, to mleko matki będzie zawierać laktozę, serio, nic się nie zmienia!!!!! Dodatkowo wg badań każda z nas ma inny skład mleka, skład ten przechodzi różne zmiany w czasie karmienia, a co najważniejsze dieta mamy karmiącej ma nikłe znaczenie co do tego składu.  Ja przez to „nic” nie jedzenie stwierdziłam, że nie ma sensu się katować, że to obłęd i będę szczęśliwsza jak nie będę karmić (oczywiście na tą decyzję złożyło się wiele innych czynników). I tak też zrobiłam. A moje dziecko nadal miało problemy z brzuszkiem do momentu kiedy jej się jelitka nie wykształciły całkowicie, bo cierpiała na wcześniaczą (ponoć dominuje u tych dzieci) dyschezję.

Jeśli nie czytają tego matki karmiące czy też kobiety w ciąży, ale osoby mające w swoim otoczeniu takowe mamy, to wierzcie mi na słowo, że każda uwaga dotycząca tego co je ta mama trafia, ale nie pozytywnie. I na każde hasło: jesz kapuste, śliwkę, arbuza?!? Szlag mnie trafia od razu… A jedz ile chcesz, nic nikomu nie będzie. Tak, tak mądry Polak po szkodzie, sama nie jadłam, BO GŁUPIA BYŁAM, a potem poczytałam…I już wiem!!!

„(…)Jesz kapustę? Maluch będzie miał gazy…

Gazy powstają w jelicie grubym matki i nie mają jak przedostać się do brzucha dziecka, ponieważ nie wracają do krwi. Wzdęcia zawdzięczamy błonnikowi, nie może się przedostać do jelita dziecka z mlekiem mamy.(…)”

Źródło: MamaLekarz

„(…)Czy istnieje czarna lista produktów?
Produkty takie jak nasiona roślin strączkowych, warzywa kapustne, cebula czy inne uznawane za wzdymające często pojawiają się na czarnej liście z obawy przed wystąpieniem kolek u dziecka. Zupełnie niepotrzebnie! (…)”

źródło: MamaGinekolog, a właściwie Pani Olga Dietetyk

Dlatego wiem, że szlag mnie trafia jak inni nie czerpią wiedzy z błędów innych, albo nie sięgają po opinie innych lekarzy. Bo….

KARMIĘ JEM WSZYSTKO!!!!

Nie wiem czy ktoś to przeczyta, nie wiem czy zrozumie jak jest moje przesłanie. Nie jestem lekarzem i nie będę rzucać danymi medycznymi. Ale jeśli zjesz pomarańczę i tego dnia dziecko będzie miało kolki, to nie oznacza, że to od pomarańczy, że na drugi dzień jak ją zjesz to może się okazać, że dziecko nie ma żadnych problemów. A jeśli chodzi o alergię, to na chybił trafił to ja też mam alergię na „wszystko”, moje drogie Mamy, najpierw trzeba potwierdzić alergie badaniami i następnie eliminować alergen. I choć nie karmię już od dłuższego czasu, to zawsze będę powtarzać: Mamo karmiąca, nie rób sobie krzywdy!!!! Zacne jest Twoje heroiczne poświęcenie, ale w 99% przypadków do niczego nie prowadzi, a dziecku nie pomaga!!

Swego czasu właśnie Nicole wstawiła na swoim fanpage’u zdjęcia kartek jakie dostają pacjentki w jednym z Stołecznych szpitali, znajdziecie bez problemu, tu macie link do FB – zadziwiające, że tam nic z tych „farmazonów”, które ciągle słyszę nie ma…Jedz to, nie jedz tego bla bla bla….

Jeśli wolicie sięgnąć po lepsze źródła, jak już napisałam polecam Lekarki-blogerki, a jeśli też Wam to nie wystarcza to dzięki uprzejmości MamyLekarz wrzucam Wam link o tutaj do źródła o standardach medycznych z tym związanych. Przetoczę tu tylko kilka fragmentów z tej publikacji:

„(…)Dieta matki w okresie ciąży i podczas karmienia piersią nie wpływa na ryzyko wystąpienia astmy, egzemy lub innych objawów alergii u niemowląt(…)”

„(…)Nie zaleca się prewencyjnego stosowania diety bezlaktozowej i bezmlecznej u matki karmiącej. Nie ma podstaw do przerywania karmienia piersią
z powodu kolki niemowlęcej(…)”

„(…)W czasie laktacji zaleca się spożywanie produktów, które są źródłem:
 węglowodanów złożonych (kasze, pieczywo razowe, makarony, ryż, warzywa);
 tłuszczu zawierającego głównie wielonienasycone kwasy tłuszczowe – kwas linolowy, linolenowy, dezoksyheksaenowy (oleje: sojowy, kukurydziany,
słonecznikowy, oliwa z oliwek, orzechy, ryby morskie);
 białek – głównie pochodzenia zwierzęcego (mięsa i jego przetworów, ryb, jaj i produktów mlecznych);
 oraz witamin i składników mineralnych, których źródłem są produkty zbożowe, przetwory mleczne, mięso, ryby i jaja oraz owoce i warzywa.(…)”

„(…) Prawidłowe odżywianie w laktacji może przyczynić się do tego, aby karmienie piersią było satysfakcjonującym okresem nie naruszającym dobrostanu fizycznego ani psychicznego kobiety.(…)”

Źródło: Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, Joanna Rachtan-Janicka, Aleksandra Wesołowska, Piotr Socha, Mirosław Wielgoś, Monika Żukowska-Rubik, Beata Pawlus, Stanowisko Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji, T.10, strony 265-279, Warszawa, 2013

Podsumowując, nie dajcie sobie wmówić, że dieta eliminacyjna, tak prewencyjnie bo tak jest dobra, nie jest, ani dla Was, ani dla Waszego dziecka. Jeśli faktycznie będą przesłanki do tego, aby czegoś nie jeść to ok, ale nie wszystko na raz. Serio, może mi nie wierzycie, ale na samym powietrzu długo nie pociągniecie!!! Smacznego!!!

A teraz…Idę się zrelaksować…Keep Calm and Carry On:)